piątek, 4 stycznia 2019

Kwadraty babuni - tęczowy kocyk



Jedno jest pewne, mając za kuzynki- 2 Uzależnione Szydełkomaniaczki, nie mogę narzekać na brak inspiracji w tej kwestii. Na ogół zaczyna się niewinnie, obie zaczynają jakiś projekt, następnie wspólnie torpedują mnie na messangerze zdjęciami, potem ja połykam haczyk i kaplica.Przepadam.
Tym razem przepadłam na dłużej. Od sierpnia moje myśli i ręce zajmują Kwadraty Babuni.
Trochę pomocy naukowych: wzór, z którego korzystałam --->anniecolor  oraz filmiki--->  round one,  round tworound threeround four.

Całość wykonana  z Yarn Art Jeans, skład: 55% bawełna,  45% akryl, użyłam, łącznie z bielą,  około 26 kolorów.
Plan był taki, że kocyk będzie miał wymiar standardowego kocyka z Ikei oraz, że chcę uniknąć powtarzania bloków. Aby się w tym nie pogubić przyjęłam sobie za zasadę robić 3 kombinacje kolorystyczne z każdego zestawu 3 kolorów. Po ich zrobieniu, jedna z  3 wersji lądowała na tablicy jako wzornik. Były oczywiście pojedyncze wyjątki od reguły, czasem tych kombinacji było więcej, czasem mniej. Większość jednak dziergałam w 3 wersjach.



Gdy znudziły mi się kontrastowe zestawienia, zaczęłam bawić się kolorami, zestawiając ze sobą np różne odcienie danego koloru. Dopiero co skończyłam szyć tęczową narzutę z heksagonów i w mojej głowie pojawił się nieśmiały pomysł, aby ułożyć bloki tęczowo, z przejściami kolorystycznymi. 


Pilnowałam jeszcze jednej rzeczy: ilości bloków  pod kątem koloru zewnętrznego obramowania. Ponieważ narzuta miała mieć przejścia kolorystyczne, musiało  być  różnorodnie i w miarę równo. Po przesortowaniu kółeczek kolorami, okazało się, że najwięcej ich mam w kolorach: żółtym i turkusowym. Pomogło mi to ocenić, których  kolorów jest najmniej i które trzeba  pomiksować ze sobą, aby powstał taki efekt o jaki mi chodzi. Od tego momentu do spontanu dodałam trochę dyscypliny ;)


To było niezłe ćwiczenie i wyzwanie. Niektóre zestawienia, nie pasowały mi na pierwszy rzut oka. Niektóre były zbyt smutne inne wydawały się brudne. Sytuacja zmieniła się  w momencie ułożenia  kwadratów ze sobą. Okazało się, że każdy z "brzydali" wpasował się idealnie w resztę towarzystwa.

Kwadraty ułożyłam na kocyku z Ikei po czym zabezpieczyłam je szpilkami. Miałam już jakąś bazę do działania. Kolejne kółeczka dorabiałam już pod konkretne ustawienie. Czasem konieczne było przestawianie już tych ułożonych. Powiem szczerze, że to była najfajniejsza część tworzenia, tuż po wymyślaniu nowych zestawień kolorystycznych :)


Fascynuje mnie to,  jak kolory "pracują" zależnie od zestawienia ich z innymi, jak się wzajemnie podkreślają lub tonują.
Poniżej jedno z moich ulubionych zestawień w tym kocyku: jesienno-zimowa kwadraty. Drugi kwiatek wydaje się jeszcze bardziej pokryty szronem mając obok siebie wersję bardziej intensywną.






Przypinanie do koca okazało się obowiązkowym, ułatwiającym życie patentem. Samo zszywanie jest pracochłonną czynnością, nieraz było tak, że zwijałam koc wraz z zawartością bo potrzebowałam ogarnąć podłogę. Bloki nie myliły mi się, nie gubiły, nie traciłam czasu na ponowne ich ułożenie. Kwadraty "zszywałam" szydełkiem- półsłupkami. Aby uniknąć pomyłek,  przy łączeniu 2 pierwszych rzędów, oznaczyłam sobie brzeg 1 go rzędu czerwoną włóczką.





Gdy połączyłam bloki-wzdłuż, rozpoczęłam zszywanie w szerz. W tym momencie zorientowałam się, że pasuje dodać mi jeszcze 2 rzędy bo kocyk będzie za wąski. Nie ma lekko ;) To zdecydowanie nie jest projekt z cyklu: szybki ale na pewno z cyklu: przyjemny i kreatywny ;)


Wszystkich tym, którzy mają do czynienia  z Yarn Art Jeans'em namawiam do zrobienia sobie wzornika z kolorami, chyba, że ma się talent do zapamiętywania numerów.  Taki wzornik znacznie ułatwia domawianie konkretnych motków.


Za mną 5 miesięcy intensywnego dziergania a przede mną?
W chwili obecnej, mam około 30 kółeczek do obrobienia bielą,  następnie czeka mnie przyszycie tych 2 rzędów do reszty, zszycie koca wszerz oraz dorobienie ramki. Jest duża szansa, że do wiosny się wyrobię ;)  Jeśli nie do tej, to do kolejnej ;)


środa, 2 stycznia 2019

Hexy dla Tymona



Ostatni rok był kreatywnie intensywny. Zaczęłam wiele projektów. Niektóre z nich  skończyłam ( te szydełkowe), inne nadal są rozgrzebane. Niektóre były przerywnikiem i odpoczynkiem od reszty.
Takim właśnie przerywnikiem była heksagonowa kołderka o rozmiarach 102/125 cm, ukończona na przełomie lipca i sierpnia.
Narzuta miała być motywacją dla kuzynki na zdanie prawka, finalnie została prezentem dla jej synka :) Powstała ze starego  zapasu heksagonów z innego projektu z 2015 roku. Szyłam wtedy większą heksagonową wersję---> Hexy dla Ewy  Podobnie jak w pierwowzorze, i tu postanowiłam zrobić lamówkę w 4 różnych kolorach.  Ponieważ kołderka miała być dla dziecka, takie zróżnicowanie wydawało mi się najlepszym pomysłem. Szczególnie jeśli dziecko jest ciekawskie, wszędzie go pełno to każda rzecz, która przykuje choć na moment jego uwagę jest na wagę złota. Jest też duża szansa, że po takiej edukacji kolorystycznej od pieluch, Tymon nie będzie kiedyś mówił, że: śliwka  to owoc a nie kolor ;)













La Passacaglia - trzyletnia przygoda




Eksperyment z La Passacaglią rozpoczęłam w styczniu 2016 r, po tym jak zobaczyłam prace Julki z pracowni Jednoiglec ( Sewing Uder Rainbow ). Po uszyciu kilku  rozetek odważyłam się na karkołomną próbę uszycia narzuty :)
Więcej o samej metodzie szycia pisałam tu --->  Pierwsze koty za płoty : La Passacaglia  i trochę tu---> La Passacaglia ambitnie :)
Postanowiłam pójść na żywioł i zrezygnowałam z metody EPP. Po "wymęczeniu" topu z heksagonów miałam dość bólu palców oraz otarć od igły. Teraz, nie żałuję tej decyzji. Jedyne co mi się nie podoba to fakt, ze nie potrafię  okiełznać  lewej strony topu. Przed kanapkowaniem czeka mnie intensywny romans z żelazkiem.
Nie miałam gotowego planu, materiały dobierałam w trakcie. Po przeszperaniu pinteresta wiedziałam jedynie, że możliwości jest ogrom.
Całość szyłam prawie 3 lata, pomiędzy różnymi projektami, w różnych miejscach :) La Passacaglia w kawałkach odwiedzała kawiarnie, place zabaw, jeździła w trasy autem, opalała się na plaży oraz w Bieszczadach. Rosła na równi z moim dzieckiem, etapami ;)
Teraz czuję satysfakcję i jestem z siebie dumna.Ta zabawa  kosztowała mnie sporo cierpliwości ale nauczyła równie dużo. Przestałam  bać się zestawiania kolorów, zaczęło mnie to bawić. Nacięłam się oczywiście sporo kawałków, które potem odrzuciłam bo nie pasowały do reszty. Mam też w domu więcej materiałów niż potrzebowałam ;) Ale jestem pewna, że się nie zmarnują.
Dziękuję Kamili z http://work-with-patches.blogspot.com  za   akcję  "wykończ UFO w listopadzie", która  zmobilizowała mnie do podgonienia roboty oraz Marcie z https://www.craftfabric.pl za motywację do skończenia topu. Gotowy top  ma wymiar 176/216 cm.
Zapraszam do obejrzenia zdjęć i pozdrawiam :)
                                                                            Małgosia
















niedziela, 5 sierpnia 2018

Bajkowy mural



Pamiętam z dzieciństwa, że jednym z moich  marzeń było malowanie po ścianie. To marzenie zrealizowałam kilka lat później, na ścianach miejskiej biblioteki, malując postaci z bajek i książek dla dzieci. Teraz, jakieś 20 lat później postanowiłam powtórzyć podobną akcję z moją ośmioletnią córką.
Ten pomysł chodził mi po głowie dość długo. Nie wiedziałam jeszcze co konkretnie chcę namalować, wiedziałam jedynie, że będzie to ściana  przy placu zabaw Julki a ja chcę, żeby ona zaangażowała się na równi ze mną. W codziennym zabieganiu mamy mało czasu dla siebie a to była świetna okazja do integracji, nauki oraz wymiany doświadczeń.


Biała farba fasadowa, pigmenty, kilkanaście słoiczków, pędzle, ewentualnie wałki, gąbki, drabina- to wszystko co jest potrzebne :) Do rozmieszanych kolorów można dodać odrobinę wody. 


Plan był taki, ze planu nie było. Po głowie chodziło mi jedynie drzewo. Jednym słowem poszłyśmy na spontan i żywioł. Pomysły rodziły się w trakcie, nieraz były efektem dyskusji i burzy mózgów. Powstało drzewo i jezioro, chwilę później aby urozmaicić kolorystykę, doszła: tęcza, ryby i żółta droga. Żółta droga skojarzyła nam się z "Czarnoksiężnikiem z Krainy Oz".I tak działałyśmy: od pomysłu do pomysłu.





Tworzenie z dzieckiem jest niesamowite, warto nie narzucać swojej wizji a stać obok. Julka nie jest jeszcze schematyczna, nic nie ogranicza jej wyobraźni. Co więcej, maluje nie zastanawiając się czy zrobi to wystarczająco dobrze, po prostu maluje. Jedyne co, to zwracałam jej uwagę na perspektywę, co jest blisko a co daleko i jak to namalować.Miała bardzo dużo świetnych pomysłów i dużo pewności siebie w tym co robi. To było świetne.


Pytam ją np:
-Julka, dlaczego wszystkie rybki płyną w jedną stronę? 
Jako dziecko, zawsze malowałam je płynące w różnych kierunkach. Stwierdziłam, że muszę uświadomić córce, że może to zrobić inaczej.
Na to moje mądre dziecko odpowiada:
-Bo to ławica. Ławica zawsze płynie w tą samą stronę. A to jest rodzina, teraz maluję wujka!
Cóż, życie pokazuje, że matka od dziecka też może się dużo nauczyć ;)

 I tak oto powstały: zakochane kwiatki, kwiatek paker, Dorotka, Toto, Blaszany Drwal, Latająca Małpa, Szmaragdowy Dwór, zamek wiedźmy.















Być może dojdzie jeszcze parę postaci, myślałyśmy jeszcze o Lwie i Strachu na wróble, na chwile obecną jednakże nasz mural wygląda tak:







 Kto wie, może to jeszcze nie koniec tej przygody ;) Julka póki co, protestuje  gdy tylko wspominam o zakończeniu projektu :D